All in Przemyślenia o USA

Amerykańskie #firstworldproblems, czyli jak Stany utrudniają mi życie

Jeśli przeczytałaś chociaż jeden wpis z mojego bloga, na pewno zorientowałaś się, że uwielbiam Kalifornię i polecam przeprowadzkę tutaj z całego serca. Kocham to słońce, uśmiechniętych ludzi, awokado na śniadanie i pracę w światowej stolicy technologii. Jest jednak kilka małych rzeczy typowych dla Stanów czy Kalifornii, które utrudniają mi życie, a które w Polsce rozwiązaliśmy zdecydowanie lepiej. Oto moje #firstworldproblems - edycja kalifornijska.

4 rzeczy, które absolutnie zaskoczyły mnie w Las Vegas

Z okazji Walentynek miałam okazję odwiedzić Las Vegas! Nie mogę uwierzyć, że minął już miesiąc... Wyjazd był cudowny, choć jak na Vegas, bardzo nietypowy - ani nie piliśmy, ani nie uprawialiśmy hazardu, a spać chodziliśmy jeszcze przed północą. Za to całymi dniami spacerowaliśmy po mieście, podziwiając przepiękne dekoracje i witryny, a wieczorami chodziliśmy na występy Cirque du Soleil. Ogólnie Las Vegas bardzo mi się podobało - kilka jednak rzeczy mocno mnie zaskoczyło!

Amerykańska obsesja pikantnymi przyprawami

Amerykańskie jedzenie nam, Europejczykom, kojarzy się bardzo źle. Fast foody, produkty genetycznie modyfikowane, wielkie porcje, olbrzymie ilości cukru i tłuszczu - i można wymieniać tak bardzo długo. Przeprowadzając się do Stanów, na to wszystko byłam przygotowana i muszę przyznać, że nie jest źle - szczególnie w Kalifornii, gdzie można znaleźć naprawdę bardzo fajne, zdrowe knajpy i sklepy. Jeden jednak kulinarny nawyk doprowadza mnie do szaleństwa - obsesja na punkcie jedzenia na ostro.

Migawki z meczu futbolu amerykańskiego

Nigdy nie lubiłam sportu, a w szczególności dyscyplin grupowych. Pływanie, bieganie, Chodakowska - to jeszcze podtrzyma moją uwagę, ale piłka nożna, siatkówka i koszykówka nudzą mnie strasznie. Dlatego tym bardziej byłam zaskoczona, że mecz futbolu amerykańskiego bardzo mi się spodobał i nie mogłam uwierzyć, że tak szybko minęły mi te trzy godziny na stadionie.

Święto Dziękczynienia dla początkujących

Amerykańskie dzieci uczą się w szkole następującej historyjki: na początku XVII wieku na pokładzie statku Mayflower do Ameryki przybyli pielgrzymi. Pielgrzymi byli skromni i pracowici, ale matka natura była dla nich surowa - w ciągu pierwszej zimy zmarła z głodu i chorób prawie połowa z nich. W przetrwaniu przez te trudne miesiące pomogli im Indianie, którzy znali teren i byli lepiej przygotowani na zimną porę. Lato kolejnego roku było bardzo obfite i pielgrzymi mieli wystarczająco dużo jedzenia, żeby bez problemu przetrwać kolejną zimę. Z tej okazji zorganizowali wielką ucztę dla Boga, który wynagrodził ich za ciężką pracę, i dla Indian, którzy pomogli im rok wcześniej. I tak narodziło się Święto Dziękczynienia.