All tagged jedzenie

Jak Kalifornia zmieniła moje nawyki żywieniowe

Nigdy nie interesowałam się gotowaniem, ani jedzeniem ogólnie. Ale w Kalifornii od tego tematu nie da się uciec, i w końcu uległam pod presją. Doskonała umiarkowana pogoda przekłada się na świeże warzywa i owoce dostępne o każdej porze roku, a wysoki odsetek imigrantów oznacza bogactwo produktów z całego świata i autentycznych restauracji jakby wyrwanych prosto z Hong-Kongu, Paryża czy miasta Meksyk. Oto cztery kulinarne nawyki, które wyrobiło we mnie mieszkanie w Dolinie Krzemowej.

Amerykańska obsesja pikantnymi przyprawami

Amerykańskie jedzenie nam, Europejczykom, kojarzy się bardzo źle. Fast foody, produkty genetycznie modyfikowane, wielkie porcje, olbrzymie ilości cukru i tłuszczu - i można wymieniać tak bardzo długo. Przeprowadzając się do Stanów, na to wszystko byłam przygotowana i muszę przyznać, że nie jest źle - szczególnie w Kalifornii, gdzie można znaleźć naprawdę bardzo fajne, zdrowe knajpy i sklepy. Jeden jednak kulinarny nawyk doprowadza mnie do szaleństwa - obsesja na punkcie jedzenia na ostro.

Święto Dziękczynienia dla początkujących

Amerykańskie dzieci uczą się w szkole następującej historyjki: na początku XVII wieku na pokładzie statku Mayflower do Ameryki przybyli pielgrzymi. Pielgrzymi byli skromni i pracowici, ale matka natura była dla nich surowa - w ciągu pierwszej zimy zmarła z głodu i chorób prawie połowa z nich. W przetrwaniu przez te trudne miesiące pomogli im Indianie, którzy znali teren i byli lepiej przygotowani na zimną porę. Lato kolejnego roku było bardzo obfite i pielgrzymi mieli wystarczająco dużo jedzenia, żeby bez problemu przetrwać kolejną zimę. Z tej okazji zorganizowali wielką ucztę dla Boga, który wynagrodził ich za ciężką pracę, i dla Indian, którzy pomogli im rok wcześniej. I tak narodziło się Święto Dziękczynienia.

3 nawyki, które musiałam w sobie wyrobić przez pierwsze miesiące mieszkania w Kalifornii

Przeprowadzałam się już bardzo wiele razy, a w każdym miejscu musiałam pracować nad wyrobieniem nowych, dobrych nawyków. Niektóre ze mną zostały, inne zniknęły jak tylko wróciłam na polską ziemię. We Francji chodziłam wcześnie spać, żeby uczyć się rano o świeżym umyśle (nawyk został). W Peru gotowałam wszelką wodę przed jej piciem - nawet mineralną (nawyk zaniknął). W Kalifornii pracuję głównie nad dobrymi nawykami związanymi ze zdrowiem.

Ileż razy słyszałam, że w Stanach na pewno przytyję - w końcu jest to kraj fast foodów, cukru i genetycznie modyfikowanej żywności. To tutaj jest najwięcej otyłych, to tutaj jest najwięcej ludzi z zaburzeniami łaknienia. No i od złego jedzenia nie da się uciec, chyba że będę wydawać fortunę na żywność organiczną lub jeździć gdzieś za miasto, by kupować warzywa i owoce od farmera. Nie robię ani tego, ani tego, a nie przytyłam, a moja skóra i włosy nigdy nie wyglądały lepiej.

Mamy nową weekendową tradycję - po śniadaniu chodzimy na boba tea lub, jak mówią niektórzy, bubble tea. Boba tea pochodzi z Tajwanu (więcej na jej temat polecam poczytać na poradnikzdrowie.pl) i to właśnie nasza znajoma Tajwanka poleciła nam miejsce, gdzie chodzimy na herbatę. Zwykle jesteśmy jedynymi osobami, które nie zamawiają po mandaryńsku i rzeczywiście gdyby nie nasza znajoma, pewnie nie mielibyśmy pojęcia, co tam wziąć. Na sushi najlepiej chodzić tam, gdzie chodzą Japończycy, na burrito - gdzie chodzą Meksykanie, na pierogi - gdzie chodzą Polacy, a na boba tea - gdzie chodzą Tajwańczycy :)

Oh, Ameryko… Żaden inny kraj tak jak ty nie tworzy z okropnego, pysznego jedzenia, jedzenia jeszcze bardziej okropnego i pysznego. Hamburgery nagle mają trzy warstwy mięsa, czekoladowe ciastka stają się potrójnie czekoladowe, drożdżówka cynamonowa przed podaniem musi być utopiona w lukrze, a płatki kukurydziane - same w sobie słodkie - posypywane są cukrem pudrem. Podobne szczyty osiągasz ze starą dobrą pizzą.