Kategorie wpisów

Najpopularniejsze wpisy

Jak Kalifornia zmieniła moje nawyki żywieniowe

Jak Kalifornia zmieniła moje nawyki żywieniowe

Nigdy nie interesowałam się gotowaniem, ani jedzeniem ogólnie. Ale w Kalifornii od tego tematu nie da się uciec, i w końcu uległam pod presją. Doskonała umiarkowana pogoda przekłada się na świeże warzywa i owoce dostępne o każdej porze roku, a wysoki odsetek imigrantów oznacza bogactwo produktów z całego świata i autentycznych restauracji jakby wyrwanych prosto z Hong-Kongu, Paryża czy miasta Meksyk. Oto cztery kulinarne nawyki, które wyrobiło we mnie mieszkanie w Dolinie Krzemowej.

 

Mieszkam smaki (słodkie + coś innego)

Boczek z syropem klonowym, hawajska pizza z szynką i ananasem, donut burger (kotlet mielony w pączku), czekolada z awokado, kalifornijskie lody czosnkowe... Kilka lat temu skręciłoby mnie z obrzydzeniem słuchając takiej wyliczanki - teraz na samą myśl leci mi ślinka. No, może z wyjątkiem tych lodów.

Amerykanie albo wymyślają, albo pożyczają z innych państw dania, gdzie bardzo słodkie miesza się z bardzo tłustym lub bardzo słonym. Niektóre z tych dań są tylko lokalną ciekawostką, jak chociażby lody czosnkowe, sprzedawane właściwie tylko w Gilroy - mieście słynącym z produkcji czosnku. Niektóre dziwne, wymieszane smakowo dania są jednak stałym elementem amerykańskich posiłków, w tym słodki chleb kukurydziany (cornbread) serwowany z kiełbasą, czy wspomniana wyżej polany słodkim syropem klonowym bekon.

Polegam na subskrypcjach pudełkowych

Moja obsesja subskrypcjami pudełkowymi to temat na osobny wpis, bo jestem zapisana na nie tylko na te z jedzeniem (nawet mój pies dostaje swoje pudełko z zabawkami!), ale na te wydaję zdecydowanie najwięcej pieniędzy. W każdą środę dostaję wielkie pudło z Blue Apron (Niebieskiego Fartucha) ze składnikami i przepisami na trzy dania dla dwóch osób. Gdyby jeszcze rok temu ktoś mi powiedział, że będę regularnie gotować, i na dodatek będzie mi to sprawiać przyjemność, nie uwierzyłabym. A Blue Apron zdziałał cuda - przez to, że składniki są takie pyszne i świeże, instrukcje jasne i z obrazkami (bardzo ważne), a same dania różnorodne, ale bez przegięcia. Wczoraj na przykład ugotowaliśmy kurczaka curry z ryżem kokosowym i zapiekanym bananem, a dzisiaj - dorsza w sosie śliwkowym z warzywami. Bardzo podoba mi się też to, że potrawy są dostosowane do sezonu. W maju co pudełko dostawaliśmy coś ze szparagami, w czerwcu - z ogórkami, a teraz - z pomidorami koktajlowymi.

Jem więcej azjatyckiego jedzenia

W moim powiecie co czwarty mieszkaniec to Azjata, a w powiecie obok (w tym, w którym znajduje się biuro Google'a) - co trzeci. Nic więc dziwnego, że Dolina Krzemowa przepełniona jest autentycznymi restauracjami z każdego zakątka Azji. Nie ma tutaj "kuchni wietnamsko-chińskiej", ba, nie ma nawet "chińskiej", bo chińskie restauracje specjalizują się w potrawach z konkretnej części Chin (kuchnia syczuańska, kantońska), lub w konkretnym rodzaju dania (pierożki dim sum, ręcznie robiony makaron liangi) - są tu nawet restauracje z potrawami chińskich Muzułmanów!

To samo tyczy się właściwie każdego większego kraju azjatyckiego, ale najbardziej cieszy mnie różnorodność restauracji japońskich - od oczywistych sushi bar; przez restauracje teppanyaki (z potrawami robionymi na stalowej płycie przymontowanej do stołu), katsu (mięso w panierce), czy ramen (bulion z makaronem); po sklepiki specjalizujące się w sprzedaży klusków mochi. Dla spragnionych bardziej egzotycznych dań można też w Dolinie Krzemowej znaleźć mongolski ognisty kociołek, ostry do łez koreański grill, czy sklep, w którym do wszystkiego dodana została zielona herbata macha. (Jeśli mieszkasz w Dolinie, lub tutaj podróżujesz - polecam wszystkie zlinkowane restauracje).

Odzwyczaiłam się od czekolady

Bardzo chciałabym tutaj napisać, że jem mniej słodyczy, ale mijałabym się z prawdą. Czekolada w Stanach jest paskudna - przypomina mi nasze wyroby czekoladopodobne. To, co w Europie jest standardem, tutaj trzeba szukać w sklepach z ręcznie robioną czekoladą (mój ukochany Compartés), albo kupować tylko tą importowaną. Słaba jakość lokalnego produktu przekłada się na wypieki czekoladowe - muffiny, brownies, ciasta - wszystko to smakuje jak plastik.

Odkąd się tu przeprowadziłam, mam swoje fazy na różne nieczekoladowe słodycze - jeszcze dwa lata temu zajadałam się wszystkim z masłem z orzeszków ziemnych lub masłem migdałowym, rok 2016 był dla mnie rokiem cupcakes z cukierni o nazwie Sprinkles, a w tym roku moją słabością są wyżej wspomniane japońskie kluski mochi i wszystkie możliwe smakołyki z zieloną herbatą.

Kilka rzeczy, które zaskoczyły mnie w Hawajach

Kilka rzeczy, które zaskoczyły mnie w Hawajach

Amerykańskie święta, o których często się nie słyszy

Amerykańskie święta, o których często się nie słyszy