Kategorie wpisów

Najpopularniejsze wpisy

Smutna opowieść o tym, dlaczego nie mieszkam w San Francisco (2/2)

Smutna opowieść o tym, dlaczego nie mieszkam w San Francisco (2/2)

Jakiś czas temu napisałam o tym, jak bardzo boję się San Francisco. Chodząc po ulicach miasta, widzę mnóstwo biedy, co niezwykle kontrastuje z ładną i wygodną Doliną Krzemową, w której mieszkam. Dlaczego akurat w San Francisco jest tylu bezdomnych? Odpowiedź jest bardzo prosta: ceny mieszkań.

 

Prawda jest taka, że w San Francisco i okolicach łatwo się wzbogacić, ale też niezwykle łatwo jest popaść w biedę. Jest taki zwrot w języku angielskim one paycheck away from the street, czyli jedna wypłata od bezdomności. Żyjemy jak klasa średnia – mamy iPhone’a, pieniądze na bilet, czyste ubranie. Ale niech z jakiegoś powodu stracimy nasze źródło dochodu, nawet na bardzo krótki czas – lądujemy na ulicy. Lądujemy tam, ponieważ nie mamy oszczędności, bo zamiast oszczędzać, wydajemy fortunę na mieszkanie. W żadnym innym amerykańskim mieście tak wielu bezdomnych nie pochodzi z dobrze wykształconej klasy średniej.

 

Rosnące płace w technologiach…

Tak, Google, Facebook i inne firmy technologiczne mają zdecydowanie wpływ na tę sytuację, chociaż problem jest bardziej skomplikowany niż rosnące pensje inżynierskie. IT z Doliny Krzemowej oferuje swoim pracownikom bardzo wysokie wynagrodzenia, bo programistów jest po prostu w Stanach za mało i tych dobrych trzeba czymś do Kalifornii przyciągnąć (do tego przyciągnąć do siebie, nie do konkurencji, która operuje po sąsiedzku). Wyższe zarobki w okolicy przenoszą się na podniesienie cen wynajmu i kupna mieszkania czy domu.

 

…i jeszcze szybciej rosnące ceny wynajmu

Zarobki i ceny mieszkań nie podnoszą się jednak proporcjonalnie. Mediana dochodów rodziny w San Francisco wynosi $96 tys. – dla porównania mediana amerykańska to $64 tys., czyli zarobki mieszkańców Doliny Krzemowej są o połowę wyższe od zarobków osób z innych części Stanów. Z drugiej strony amerykańska mediana ceny wynajmu 1-pokojowego mieszkania to $905, mediana w San Francisco – $3100, a więc o 2,5 razy więcej. Innymi słowy z zarobków o połowę wyższych musimy spłacić wynajem o 2,5 raza wyższy. A medianę zarobków zawyżają pracownicy technologii – co z klasą średnią pracującą jako księgowi, nauczyciele, pielęgniarki?

Z moimi wyliczeniami zgadza się także strona o nieruchomościach Trulia. Dziennikarze strony wyliczyli, że – biorąc pod uwagę inflację i inne czynniki – rodziny z Pełnej Chaty nie stać byłoby nawet na połowę kredytu na dom, w którym mieszkali w czasie serialu, czyli pod koniec lat ’80/na początku ’90. Trzech dorosłych mężczyzn ze stałym dochodem, w tym prezentera telewizyjnego, nie stać jest na połowę średniej jakości domu! Polecam przeczytać wyliczenia, bo są one naprawdę interesujące.

 

Puste mieszkania

Jest jeszcze jeden problem, o którym nie miałam pojęcia jeszcze kilka tygodni temu: puste mieszkania i domy, szczególnie w okolicach biura Google’a i Facebooka, czyli w Palo Alto, Menlo Park czy Mountain View. Wielu Amerykanów nie stać na domy w tych obszarach – stać na nie natomiast chińskich biznesmenów i inwestorów. W Dolinie Krzemowej istnieją agencje specjalizujące się w sprzedaży mieszkań i domów jedynie Chińczykom – domy te służą jako inwestycja (bo, wbrew pozorom, ich ceny będą w przyszłości jeszcze wyższe). Inwestorzy azjatyccy zawsze płacą gotówką, bez bawienia się w kredyty, co dla deweloperów jak wygodne. Kupione przez osobę mieszkającą poza Stanami domy stoją puste – Chińczycy rzadko decydują się na wynajem, bo ten przynosi bardzo mały dochód i musieliby się rozliczyć z tego z amerykańskimi władzami. Gra jest niewarta świeczki.

Ciekawostka – najwięcej pustych domów znajduje się w okolicy Stanford – Chińczycy kupują je dla swoich dzieci jako zabezpieczenie, gdyby miały dostać się do Stanford na uczelnię. To nic, że dzieci w chwili kupna mają zaledwie kilka lat.

 

Brak nowych mieszkań

Można więc sobie zadać pytanie – dlaczego San Francisco po prostu nie wybuduje więcej mieszkań? Firmy technologiczne muszą przecież mocno naciskać na lokalne władze, żeby utrzymywać ceny na jako takim poziomie, by potencjalni pracownicy chcieli się tu przenosić. Jest to dobry pomysł i słuszne założenie, tylko że San Francisco już teraz buduje więcej mieszkań per capita niż jakiekolwiek inne duże miasto Ameryki. W 2014 roku SF stworzyło o 30% więcej mieszkań na głowę niż Nowy Jork.

Problemem jest nie San Francisco – problemem są jego okolice. Takie miasta jak San Mateo, Redwood City czy Foster City nie mają żadnego obowiązku wydawania zezwoleń na nowe domy i mieszkania, i wywierana jest na nie znacznie mniejsza presja niż na duże San Francisco. Miasta te wydają jednak zezwolenia na budowy kolejnych biur – korporacje mogą sobie pozwolić na doprowadzenie infrastruktury do ich nowych ośrodków, ściągając ten obowiązek z lokalnych władz. Ale nowe mieszkania? Deweloperzy nie zapłacą przecież za doprowadzenie prądu czy drogi do nowego osiedla, a na pewno nie tyle, co firma technologiczna. A że miasta te są małe i bardzo blisko siebie, zrzucają winę na siebie nawzajem lub na San Francisco, a miejsc do życia nadal nie budują. Zdaniem ekspertów miasta Doliny Krzemowej, pomijając SF, San Jose i Oakland, wybudowały w 2014 tylko połowę z tego, ile mogły i powinny. A te mieszkania, które wybudowały, to w większości ekskluzywne apartamentowce dla techies, czyli pracowników technologicznych korporacji.

Obalamy mity: praca z partnerem w jednej firmie jest niezdrowa

Obalamy mity: praca z partnerem w jednej firmie jest niezdrowa

Marki, których nie znałam przed przeprowadzką, a teraz je kocham

Marki, których nie znałam przed przeprowadzką, a teraz je kocham