Kategorie wpisów

Najpopularniejsze wpisy

Polka nieprzystosowana: small talk

Polka nieprzystosowana: small talk

Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do Kalifornii i amerykańskiej kultury. Już wcześniej mieszkałam w Stanach, a ponadto jestem osobą otwartą, więc przy przeprowadzce obyło się bez szoku kulturowego i innych nieprzyjemnych historii. Nadal jest we mnie jednak kilka cech, które uznaję za typowo polskie, a które przeszkadzają mi w kompletnej aklimatyzacji. Cecha #1 z tej kategorii: problemy ze small talkiem.

 

Kiedy Amerykanin pyta się mnie, co słychać u mojego szczeniaka, to nie dlatego, żeby się naprawdę dowiedzieć, ile Józefina waży, czy dobrze sypia i kiedy jedziemy do weterynarza - tylko żebyśmy mogli przez chwilę porozmawiać, pośmiać się i spędzić miło czas. W naukach o komunikacji nazywa się to ładnie funkcją fatyczną rozmowy - rozmowa dla samej rozmowy, dla podtrzymania kontaktu, czy, jak mawiali starzy górale, small talk. To takie trochę przedłużone - How are you? - I'm fine, thanks. Poza krótką, miłą odpowiedzią na pytanie, co u Józefiny, mój rozmówca również oczekuje, że i ja po odpowiedzi o coś się go spytam. Pytanie za pytanie, grzeczność za grzeczność.

Jestem akurat na takim etapie w moim życiu, że poza moim mężem, psem i książkami, mało co mnie interesuje. Nie mam ochoty rozmawiać o tym, w jakiej to nowej restauracji moje koleżanki jadły wczoraj kolację ani o zaręczynach dziewczyny z sąsiedniego działu. Kiedy ktoś porusza jakiś temat, o którym nie mam pojęcia, nie zadaję pytań wyjaśniających, przez co staję się jeszcze bardziej rozmową znudzona i sfrustrowana. Z drugiej strony nie mam też ochoty mówić o rzeczach dla mnie nieważnych - tak, byłam wczoraj u nowej kosmetyczki, ale wcześniej spędziłam cudowne pół dnia z moim psem, przy czym nowa kosmetyczka wydaje się tematem błahym przy emocjach, jakie towarzyszą zajmowaniu się Józefiną... Kosmetyczka natomiast jest smalltalkowym tematem idealnym.

Wolno też się rozpędzam. Jeśli już poruszamy jakiś temat, to pogadajmy o nim przez dłuższą chwilę - trzy zdania nie wystarczą. Ta dziewczyna z działu obok, która się właśnie zaręczyła - jak się poznali ze swoim narzeczonym? Czy on też pochodzi z Hawajów? Długo byli ze sobą zaręczeni? Czy kiedykolwiek wspominała ci, że chce już wyjść za mąż? Potrzebuję kontekstu, opowieści, sama wiadomość o zaręczynach to jak dla mnie za mało na rozmowę. Bez kontekstu i szczerego zainteresowania rozmową, szybko się frustruję i nudzę.

 

Polacy a niezręczna cisza

Mam wrażenie, że kiedy rozmawiam z Polakami, rozmowa w dużej mierze polega na wymianie faktów o sobie. Jeśli jakiś temat interesuje naszego rozmówcę - na przykład właśnie wróciłam z Tajlandii, gdzie ta osoba chce lecieć w przyszłym roku - pojawi się szczere zainteresowanie, a przez to i pytania. Jeśli Tajlandia mojego rozmówcy nie interesuje, odpowie on coś w rodzaju: Tak, w Chinach też mają dziwne jedzenie! Byłam tam w tamtym roku i też nie zapomnę tego do końca życia!, i przejdzie do mówienia o swojej wycieczce do Chin.

Nie znaczy to, że Polacy nie słuchają siebie nawzajem i mówią tylko o sobie, nie to chcę powiedzieć. Bardziej chodzi mi o to, że nie będziemy się wysilać na poznanie tematu bliżej czy na reakcję emocjonalną w rodzaju: wow! naprawdę?, jeśli temat nas po prostu nie interesuje. Kaśka się zaręczyła? Po co mi to mówisz - nie widziałam jej pięć lat! - Amerykanin nigdy nie powiedziałby czegoś podobnego, a Polak jak najbardziej. Mówię tak mojemu mężowi na okrągło.

My, Polacy, żeby kontynuować rozmowę, potrzebujemy naprawdę czuć, że coś z niej wyniesiemy - tym czymś może być uzyskanie informacji, polepszenia z kimś kontaktu czy cokolwiek innego. Jeśli nie ma tej bezpośredniej gratyfikacji, stajemy się rozkojarzeni, a nawet źli, że ktoś cały czas do nas mówi. Rozmowa dla rozmowy nas nie satysfakcjonuje, zawsze szukamy czegoś więcej, czegoś głębszego. Nie wysilamy się też za bardzo by podtrzymywać wymianę zdań, jeśli po prostu nie lubimy naszego rozmówcy.

W rozmowach między Polakami częściej zatem zapada niezręczna cisza - kiedy jedziemy w autobusie z naszym szefem, zjeżdżamy w windzie z sąsiadką, czy kiedy stoimy w kolejce w hipermarkecie za dawnym znajomym. Sięgamy wtedy po telefon lub udajemy, że coś za oknem nas zaciekawiło. W Stanach niezręczna cisza jest momentalnie zapełniana how is life? - bardzo więc za niezręczną ciszą tęsknię.

A wy jak radzicie sobie ze small talkiem? Przeszkadza wam niezręczna cisza, czy wolicie chwilę porozmawiać na błahe tematy?

Jak Sheryl Sandberg wpłynęła na moje życie i karierę

Jak Sheryl Sandberg wpłynęła na moje życie i karierę

Jednodniowa wyprawa do Big Sur

Jednodniowa wyprawa do Big Sur