Kategorie wpisów

Najpopularniejsze wpisy

3 nawyki, które musiałam w sobie wyrobić przez pierwsze miesiące mieszkania w Kalifornii

3 nawyki, które musiałam w sobie wyrobić przez pierwsze miesiące mieszkania w Kalifornii

Przeprowadzałam się już bardzo wiele razy, a w każdym miejscu musiałam pracować nad wyrobieniem nowych, dobrych nawyków. Niektóre ze mną zostały, inne zniknęły jak tylko wróciłam na polską ziemię. We Francji chodziłam wcześnie spać, żeby uczyć się rano o świeżym umyśle (nawyk został). W Peru gotowałam wszelką wodę przed jej piciem - nawet mineralną (nawyk zaniknął). W Kalifornii pracuję głównie nad dobrymi nawykami związanymi ze zdrowiem.

 

Zaczęłam kontrolować, ile jem mięsa

Ilość jedzonego przeze mnie mięsa nigdy nie była dla mnie czymś, o czym bym intensywnie myślała. W Europie średnio mięso jest o wiele droższe niż w Stanach - domyślam się, że jest też pewnie lepszej jakości, chociaż w smaku nie odczuwam różnicy. Przez to, że jest tak tanie, Amerykanie jedzą je w wielkich ilościach i dodają do wszystkiego.

Kanapka z owocami morza? Wrzucone dwa plasterki bekonu. Sałatka z kurczakiem? Znowu bekon. Zupa warzywna? Na powierzchni pływa drobno pokrojona szynka. W pewnym momencie zauważyłam, że praktycznie 70-80% moich posiłków zawierała białe lub czerwone mięso. Raz, że przez tych strasznych Amerykanów wrzucających mięso do wszystkiego, a dwa przez polskie wychowanie, w którym obiad bez mięsa to nie obiad, chyba że jest piątek.

Rozkochałam się w japońskim i koreańskim barbecue,w chrupiącym bekonie z syropem klonowym na deser, czy w autentycznych meksykańskich burritos z soczystą wołowiną. W wielu miejscach - jak chociażby w tych meksykańskich restauracjach, ale także w miejscach z wietnamską zupą Pho czy japońskim Ramenem - całe menu to jedno danie w różnych wersjach: z kurczakiem, z wołowiną, i z tofu. Powiedzmy, że nie jestem tofu person.

Teraz staram się świadomie wybierać miejsca, w których nie będę stawiana przed wyborem - wołowina, kurczak czy tofu. Spożycie mięsa ograniczam do jednego posiłku dziennie, muszę to robić świadomie i wyciągać konsekwencje, bo łatwo w Stanach zjeść coś mięsnego przez przypadek.

Zawsze nakładam na twarz SPF 30 i mam w plecaku okulary przeciwsłoneczne

Kalifornia jest bardzo zróżnicowana klimatycznie - San Francisco chociażby nie jest aż tak ciepłe, jak można się spodziewać. W lecie temperatura rzadko przekracza tam 25C, a w zimie spada może do 10C, więc jest dość umiarkowanie. Bardziej na południe, a nieco dalej od oceanu, czyli w naszych okolicach, robi się trochę cieplej, ale nadal nie są to upały znane nam z filmów o Los Angeles.

Pamiętacie ten moment waszego życia, w którym jak nigdy błyskawicznie (i pewnie boleśnie) opaliłyście się? Założę się, że stało się to, albo kiedy pływałyście w morzu, albo kiedy jeździłyście na nartach, albo kiedy chodziłyście po górach, czyli w trakcie czynności, której nie czułyście, że się opalacie. Tak samo jest tutaj - umiarkowana temperatura, wiatr, Karolina myśląca o czymś innym i czerwona, podrażniona twarz gwarantowana.

Zdradziecka jest szczególnie pogoda rano, kiedy wyjeżdżamy do pracy. Prawie każdego dnia poranki są pochmurne, czasem nawet mgliste i dość chłodne (zgodnie z kalifornijskimi standardami dość chłodne to okolice 15C). Nawet kiedy jest bardzo ciemno i zimno, nakładam filtr 30 i wrzucam do torby okulary przeciwsłoneczne - nauczyłam się to robić the hard way.

I ostatni nawyk, jedyny niezdrowotny:

Przestałam rozmawiać ze znajomymi o polityce

Czuję, że w tym aspekcie Dolina Krzemowa dość mocno różni się od Północnej Karoliny, w której mieszkałam w 2003/2004 roku. W Kalifornii dyskutuje się o sporcie, biznesie, jedzeniu, ale nie o polityce, a na pewno już nie o sensie życia i naszym światopoglądzie. Kalifornijczycy zakładają, że wszyscy dookoła nich są liberałami/ateistami (i większość rzeczywiście do tej grupy się zalicza), a poruszanie tematów politycznych uważane jest za niegrzeczne. Na polityczną uwagę zwykle ludzie albo nic nie odpowiadają, albo obracają twoją wypowiedź w żart.

W Północnej Karolinie na każdym kroku widziałam samochody z naklejkami dotyczącymi przynależności politycznej danego kierowcy. Czasem był to wizerunek osła lub słonia (maskotki Demokratów i Republikanów), czasem śmieszny żart (np. Jesus didn't ride an elephant), czasem niewybredny żart (Buck Ofama), a czasem czysty atak na drugą stronę (Hug a soldier - slug a democrat). W Dolinie Krzemowej tych naklejek nie ma, co może wynikać z dość wyraźnych politycznych preferencji regionu (84% mieszkańców San Francisco głosowało w ostatnich wyborach na Obamę), chociaż myślę, że bardziej chodzi właśnie o niechęć Kalifornijczyków do wszystkiego, co związane jest z polityką.


Teraz, kiedy czytam gotowy już tekst, przekonuję się, że ten trzeci punkt też w sumie związany jest ze zdrowiem - zdrowiem psychicznym. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, studiowałam dziennikarstwo i uważałam, że każdy powinien interesować się polityką - w końcu polityka ma na nasze życie pośredni, a czasem i bezpośredni wpływ. Teraz jestem bardziej egoistyczna i stawiam osobistą równowagę psychiczną ponad politykę. Jestę lemingę.
Marzysz o przeprowadzce do Stanów? Zacznij od tego prostego pomysłu

Marzysz o przeprowadzce do Stanów? Zacznij od tego prostego pomysłu

Sekrety robienia zakupów w Stanach

Sekrety robienia zakupów w Stanach