Kategorie wpisów

Najpopularniejsze wpisy

Historia wizowa mojego męża i moja

Historia wizowa mojego męża i moja

Wspominałam już w moich poprzednich wpisach o imigracji - pracuję i mieszkam w Stanach na wizie L1, a mój mąż - H1B. Dzisiaj spróbuję opowiedzieć, jak to się stało, że mamy dwie różne wizy, niezależne od siebie (jakby coś, możemy się rozwieść ;) ).

Wiza męża: H1B

MM przed przeprowadzką do Stanów mieszkał na granicy Francji i Szwajcarii - Facebook jednak skontaktował się z nim w sprawie stanowiska w Stanach, nie w Europie. MM przeszedł przez amerykański proces rekrutacyjny - rozmowy kwalifikacyjne miał przez Skype'a, a później twarzą w twarz w Kalifornii. Po kilku dniach od ostatniej rozmowy dostał ofertę pracy w Stanach, którą to ofertę zaakceptował.

MM ma paszport francuski, więc by pracować w Ameryce, potrzebował wizy z pozwoleniem o pracę. Był to sam początek 2013 roku, więc istniała jeszcze możliwość złożenia podania o H1B na 2013 i tak też się stało (wnioski przyjmowane są do pierwszego tygodnia kwietnia każdego roku). Ponieważ inni inżynierowie z działu męża pracowali zarówno w Stanach, jak i w Irlandii, Facebook zaproponował MM przeprowadzkę do Irlandii na czas oczekiwania na decyzję z loterii H1B. Miał wykonywać te same obowiązki, jakie zostały mu zaplanowane w Stanach, a nawet pracowałby z tymi samymi ludźmi - tylko że na odległość.

Dla MM istniały wtedy trzy możliwe scenariusze:

  1. Wiza H1B jest przyznana w 2013 roku: pracuje w Irlandii od marca do października, a w październiku przeprowadza się do Stanów.
  2. Wiza H1B nie jest przyznana, próbuje w 2014 roku: pracuje w Irlandii do loterii H1B przyszłego roku. Składa papiery w marcu/kwietniu 2014, przeprowadza się w październiku tego roku (czyli 1,5 roku po ofercie pracy).
  3. Wiza H1B nie jest przyznana, czeka rok w Irlandii: przeprowadza się do Stanów na wizie L1 w kwietniu 2014 - dokładnie rok po rozpoczęciu pracy w Dublinie.

Wiza została mu przyznana, więc przeniósł się bez problemu jeszcze w 2013 - jednak nie wszyscy moi znajomi inżynierowie mieli tyle szczęścia. (Można argumentować, czy jego przeprowadzka rzeczywiście była taka szczęśliwa - przez to, że wygrał loterię wizową, zanim się poznaliśmy, pierwsze lata naszego związku spędziliśmy na odległość: Kalifornia-Irlandia... #sadpanda)

Duże firmy zdają sobie sprawę z faktu, że nigdy nie ma gwarancji otrzymania H1B, nawet dla najlepszego inżyniera - dlatego zawsze przygotowują alternatywę. Zwykle jest to to samo lub podobne stanowisko w Londynie (Facebook), Zurychu (Google) czy Vancouver (Microsoft). Jeśli danego stanowiska poza Stanami nie ma, trzeba czekać rok do kolejnej loterii H1B albo negocjować pracę z domu.

Handsome handsome husband! #americanlife #americanboy #america

 

Moja wiza: L1

Moja sytuacja była nieco bardziej skomplikowana i zdobycie wizy ciągnęło się o wiele dłużej. Największa różnica między mną i MM była taka, że ja zaczęłam pracę jako zleceniobiorca, a nie pełnoprawny pracownik Facebooka. Na dodatek nie było jeszcze w tym czasie oficjalnie mowy o przeprowadzce to Stanów - w sumie nieoficjalnie też nie brałam pod uwagę opuszczenia Europy.

Jak wspomniałam wcześniej w tekście na temat L1 - żeby móc się ubiegać o ten rodzaj wizy, musimy być pracownikami danej firmy przez rok. Czyli byłam zmuszona czekać - po pierwsze - aż Facebook zdecyduje się zatrudnić mnie na umowę o pracę, i - po drugie - jeszcze rok od tego momentu. Co więcej, każdy dzień spędzony w Stanach w tym roku oczekiwania liczy się przeciwko nam. Już tłumaczę.

Stałam się pełnoprawną pracownicą Facebooka 31 marca 2014 roku, więc teoretycznie mogłabym się przenieść z Irlandii do Kalifornii 31 marca 2015. Ale pomiędzy tymi datami byłam wielokrotnie w Stanach - czy to z przyczyn biznesowych, czy turystycznie. Chociaż rodzaj wizy był zupełnie inny (standardowo przyznawane B1/B2) - przebywałam jednak na terenie Stanów Zjednoczonych. Do daty 31 marca musiałam więc dodać tyle dni, ile byłam w Ameryce - a wyszło prawie 2 miesiące.

Z końca marca zrobił się więc koniec maja 2015 - mogłam w końcu umawiać się na rozmowę z konsulem. Problem jednak był taki, że byłam akurat w trakcie zmiany nazwiska i czekałam na nowy paszport, bez którego nie mogłam się pojawić w konsulacie. Kolejny poślizg - trzy tygodnie.

Kiedy w końcu miałam wszystko - i dokumenty, i spełnione wymogi czasowe - mogłam umawiać się na rozmowę o wizę. Ze wszystkimi dokumentami, wypełnionymi i sprawdzonymi formami, zdjęciem w odpowiednim formacie, ubezpieczeniami, etc. przyszłam do pracy (szybszy internet) i weszłam na stronę konsulatu, by potwierdzić datę spotkania. Konsulat Stanów w Dublinie zwykle zaprasza na rozmowę na dwa dni po zgłoszeniu - była środa, liczyłam, że w piątek będę już miała zatwierdzoną wizę, odbiorę ją w okolicach środy tydzień później, a już w kolejny weekend wylecę z tego smutnego kraju (Irlandii, nie Polski) do słońca i mojego przystojnego Francuza.

Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy weszłam na stronę internetową urzędu i zobaczyłam ten oto komunikat:

The Department of States Bureau of Consular Affairs is currently experiencing technical problems with its visa systems. This issue is not specific to any particular country or visa category. We apologize for the inconvenience and are working urgently to correct the problem and restore full operability.

Currently, we are unable to print most immigrant and nonimmigrant visas approved after June 8, 2015. In addition, we are unable to process new applications. Individuals with visa interview appointments scheduled for June 14-20, 2015, should reschedule their appointments.

Czekałam na ten moment przez prawie dwa lata, i kiedy już już prawie miałam bilety, dostałam jeszcze kilka tygodni poślizgu - z przyczyn ode mnie i od Facebooka kompletnie niezależnych. Uwierzcie mi: był to bardzo, bardzo długi czerwiec... I przestroga dla ubiegających się o wizę - zawsze róbcie to z dużym wyprzedzeniem - elektroniczne systemy wizowe w ostatnich kilku latach padają średnio raz na rok.

Najważniejsze jednak, że tu jestem :) Po dwóch latach (bez dwóch tygodni) w końcu dopięłam swego!

IMG_20150725_100544
To tak w bardzo dużym skrócie, jak to jest, że jedni przylatują do pracy w Stanach na jednej wizie, a inni na innej wizie. Gdyby H1B nie była loterią, system wyglądałby zupełnie inaczej.
3 ciekawe rzeczy, które wydarzyły się w San Francisco

3 ciekawe rzeczy, które wydarzyły się w San Francisco

Wycieczka poza miasto: Monterey i Pebble Beach

Wycieczka poza miasto: Monterey i Pebble Beach