Kategorie wpisów

Najpopularniejsze wpisy

Toms - buty, które uspokajają amerykańskie sumienia

Parę Tomsów miała lub ma większość moich znajomych w Kalifornii, bez względu na płeć. Nie ma dnia, żebym nie zobaczyła przynajmniej dziesięciu osób w biurze w parze takich butów. Tomsy są ładne i proste - estetycznie wpisują się idealnie w dominujący teraz na amerykańskich ulicach dość luźny, chłopięcy styl. Pozwalają jednak na pewną oryginalność - dostępne są w dziesiątkach kolorów i setkach wzorów, w kilku materiałach do wyboru.

Tomsy sprawiają, że ludzie czują się dobrze, a to z dwóch powodów. Po pierwsze są modne i są wszędzie - nosząc je, jesteś częścią trendu, jesteś "jednym z nas", czyli amerykańską klasą średnią/wyższą. Lubisz prostotę i stać Cię na Tomsy, czyli nieeleganckie buty w okolicach $50. Tomsy to taki nowy dodatek do Maca i kawy w Starbucksie.

Po drugie - pomagasz światu, jesteś dobrym człowiekiem, możesz być z siebie dumny. Firma Toms jest jedną z firm wpisujących się w model "one for one", czyli kupując jedną rzecz, dajesz drugą taką samą lub podobną potrzebującej osobie. W tym wypadku za kupienie pary butów, podobną parę dostanie dziecko w potrzebie, ale model ten sprawdza się też w przypadku kocy, szczoteczek do zębów, czy podpasek (nie mogę znaleźć linku do tych ostatnich - dostałam ulotkę w poczcie). Toms nie zapoczątkował modelu "one for one", ale jest to na pewno najbardziej znana firma działająca w ten sposób.

Marketingowo - super sprawa. Czujesz, że pomagasz, i to pomagasz bardzo konkretnie. Nie jest to abstrakcyjna zbiórka pieniędzy na misje czy jedzenie - wiesz, masz gwarancję, że za Twoje pieniądze będą kupione buty. Nie interesuje Cię, czy te buty kosztowały 10%, 20%, czy 50% tego, co zapłaciłeś - są to buty, rzecz bardzo realna. Do tego dochodzi jeszcze bardzo charyzmatyczny CEO Blake Mycoskie, który o misji Toms mówi w sposób piękny i przekonujący.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=57TOTx5UEpA]

Jak niełatwo się domyślić, osoby znające się co nieco na działaniach charytatywnych dość mocno krytykują model "one for one". Argumentów przeciw jest kilka, pierwszy i najważniejszy mogą wskazać studenci pierwszego roku ekonomii - społeczności biedne nie są biedne dlatego, że nie mają rzeczy, czyli ubrań, komputerów, środków higieny osobistej. Społeczności biedne są biedne, bo nie mają jak wytwarzać bogactwa - nie mają odpowiedniej infrastruktury. "Give a man a fish and you feed him for a day; teach a man to fish and you feed him for a lifetime", prawda?

Najnowsza fala krytyki przetoczyła się po artykule o Toms na vox.com, czyli portalu czytanym przez target Tomsów:

Tak naprawdę o ile ten rodzaj przekazu ewidentnie pomaga w sprzedaży modnych butów czy w zbiórce pieniędzy, nie jest to dobry sposób na prowadzenie organizacji charytatywnej. W najlepszym wypadku jest on niewydajny: koncentruje się na programach, które trwonią twoje ciężko zarobione pieniądze przez wytwarzanie niewielkiego dobra na jednego dolara. W najgorszym wypadku - promuje wizerunek świata w którym biedni to bezsilni, nieudolni ludzie, biernie czekający na drobiazgi od robiących zakupów Amerykanów. Chociaż buty jako takie najprawdopodobniej nie doprowadzą do rzadkiej katastrofy, takie postrzeganie świata może prowadzić do złej polityki i rzeczywistej, poważnej krzywdy.

I co ja na to? No ja jak ten leming kupiłam sobie Tomsy, bo raz, że się staram wtopić w nowy tłum, a dwa, że moje ukochane Flossy są niedostępne w Stanach. Wynik poniżej - czuję się w nich jak w paputkach, co w nich nasze babcie chodziły :)

IMG_20150728_075451
IMG_20150728_075451
IMG_20150728_075538
IMG_20150728_075538

Dla osób, które jednak chcą przeczytać trochę więcej, polecam ten artykuł "The One-for-one Business Model: Avoiding Unintended Consequences". Stamtąd też pochodzi zdjęcie wyróżniające.

3 kalifornijskie rzeczy, za którymi tęskniłam w Polsce

Misja na plakatach: "Let's kick the shit out of option B"