Based in Sydney, Australia, Foundry is a blog by Rebecca Thao. Her posts explore modern architecture through photos and quotes by influential architects, engineers, and artists.

Smutna opowieść o tym, dlaczego nie mieszkam w San Francisco (1/2)

Smutna opowieść o tym, dlaczego nie mieszkam w San Francisco (1/2)

Kiedy ktoś z Polski, kto nigdy nie był w Kalifornii, pyta się mnie gdzie mieszkasz?, zawsze odpowiadam w okolicach San Francisco, bo łatwiej jest tak odpowiedzieć, niż tłumaczyć, gdzie znajduje się San Jose (swoją drogą, ciekawostka - San Jose jest większe od San Francisco). Zwykle następuje wtedy zdziwienie ze strony mojego rozmówcy, że dlaczego w okolicach, skoro mogę mieszkać w tak fajnym, dużym, ciekawym mieście. Z zewnątrz czy z perspektywy turysty San Francisco rzeczywiście jest niesamowite, ale mam w stosunku do niego bardzo mieszane uczucia.

 

OK, reality check - te uczucia nie są mieszane, ja się po prostu boję San Francisco. Boję się ludzi, których mijam na ulicy. Boję się ulic i okolic, bo nigdy nie wiadomo, kogo tam spotkam. Boję się wsiąść do Ubera i boję się ładnie ubrać, żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie uwagę. Boję się korzystać z komunikacji miejskiej, boję się trzymać telefon w ręce, boję się iść na obcasach, bo nie wiadomo, kiedy będę musiała biec. A im dłużej jestem w Dolinie Krzemowej - bezpiecznej, czystej, zamieszkałej przez klasę średnią - tym bardziej boję się San Francisco.

Jak nietrudno zauważyć z mojej wyliczanki, większość problemów miasta związanych jest z nierównościami ekonomicznymi i przemocą. Jest tu sporo dzielnic bardzo pięknych i bogatych - sporo jest tych biednych, śmierdzących i niebezpiecznych. Dzielnice te znajdują się bardzo blisko siebie - skręć w złą stronę i możesz dostać po głowie. Najbardziej szokujące jednak jest to, że nawet nie musisz przechodzić z dzielnicy do dzielnicy - wystarczy kilka, kilkanaście kroków.

Kilka tygodni temu wybrałam się do San Francisco na warsztaty z marketingu. Po warsztatach, czyli wczesnym sobotnim popołudniem, szłam się w stronę przystanku autobusowego. W przeciągu dwóch minut szybkiego marszu minęłam (w tej kolejności) nastolatkę w ciuchach Kate Spade, dwóch bezdomnych oddających mocz na budynek, bogatą parę w średnim wieku wchodzącą do Hiltona oraz faceta wstrzykującego sobie coś w ramię. Bliskość wielkiej biedy i wielkiego bogactwa jest dla mnie szokująca.

Wróciłam do domu i wygooglałam tę ulicę. Pierwszy wynik? Wątek na forum Trip Advisor, w którym ktoś pyta, czy jej/jego hostel znajduje się w bezpiecznej części O'Farrell Street. Kolejne wyniki - dyskusje na temat, gdzie kończy się dobre O'Farrell, a skąd powinno się już zawrócić:

It is one of the seediest parts of town, mere blocks from the downtown Union Square area. Consider the Hilton Hotel on O'Farrell as the western boundary; do not go past Taylor Street. The area is relatively harmless during the day, but gets downright scary at night. (źródło)

I w innym tekście:

If you aren’t familiar with the Tenderloin, it’s a tiny triangular neighborhood located downtown, just a few blocks from San Francisco’s City Hall and about a five-minute walk from Twitter’s HQ on Market St. It’s famous for the drug trade; a trade that's not controlled by gangs. (źródło)

1280px-People_playing_chess-Tenderloin-San_Francisco
Tenderloin San Francisco

Oczywiście, ja rozumiem, że takie dzielnice, tacy ludzie, czy takie problemy społeczne są nie tylko domeną San Francisco. Obiektywnie San Francisco nie jest nawet najbardziej nierównym ekonomicznie miastem Stanów (jest na #2 miejscu - po Atlancie), chociaż naprawdę nie ma się czym chwalić. Jest mi też źle sama ze sobą, że wrzucam tych wszystkich ludzi do jednego worka i na widok każdego mniej zaniedbanego człowieka chowam do kieszeni telefon i przyspieszam kroku. Wielu z nich to weteranie wojenni, niepełnosprawni, nastolatkowie uciekający przed agresywnymi opiekunami, zwykli szarzy ludzie oszukani przez prawników, firmy farmaceutyczne, pracodawcę, właściciela mieszkania... 

I jest mi źle, kiedy z ulgą wsiadam do pociągu z San Francisco do San Jose, a dookoła mnie siedzą ludzie, z którymi się utożsamiam - pracownicy korporacji, przedstawiciele klasy średniej z Doliny Krzemowej, mieszkający na pięknych strzeżonych osiedlach z dala od miasta. Oni też przyjechali tu na sobotę czy niedzielę - na zakupy, do muzeum, na drinka ze znajomymi - po czym przypomnieli sobie, jak brudne i niebezpieczne jest San Francisco. Teraz, grając na swoim smartfonie czy czytając magazyn Fortune, starają się zapomnieć o biedzie i bezdomności, której dzisiaj doświadczyli.

Boję się jednak, po prostu po ludzku boję się chodzić po tym mieście. Ludzie są sfrustrowani i smutni, i robią głupie rzeczy - to czuć, nawet kiedy nikt cię nie okradł czy napadł. San Francisco jest małe, a bogactwo niektórych tak wielkie i tak blisko, przez co tak bardzo widoczne - ja na ich miejscu biedniejszych mieszkańców też byłabym zła i rozczarowana. Tylko pomiędzy 2012 i 2013 rokiem liczba zgłoszonych kradzieży wzrosła o 27%, napadów - 18%, włamań - 10%, i wreszcie gwałtów - 47%(!). Częstotliwość popełnianych drobnych przestępstw i przestępstw na tle seksualnym rośnie w podobnym tempie, w jakim przybywa w San Francisco ludzi żyjących w biedzie.

A o tym, dlaczego biednych i bezdomnych przybywa na ulicach San Francisco opowiem w drugiej części.

Obrazek wyróżniający: victorgrigas. Zdjęcie #1: Yair Haklai, zdjęcie#2: Ken Lund.

Sekrety robienia zakupów w Stanach

Sekrety robienia zakupów w Stanach

3 różnice w wynajmowaniu mieszkania w Polsce i Dolinie Krzemowej

3 różnice w wynajmowaniu mieszkania w Polsce i Dolinie Krzemowej